Pół roku na wysepce Gozo

Kilka dni temu przeczytałam wywiad z Pauliną Młynarską ("Wysokie Obcasy", Kobiecość się objawia poprzez bycie kobietą). Mówi ona, że zawsze podobają jej się nowe miejsca, do których podróżuje i że od razu chciałaby w każdym z nich pomieszkać. Uświadomiłam sobie, że też bardzo często tego doświadczam. Czasem nawet wystarczy mi zobaczenie jakiegoś zdjęcia, żeby chcieć od razu pobyć w sfotografowanym miejscu na dłużej.

O Gozo usłyszałam, planując krótki wyjazd na Maltę wiosną. Okazało się, że na tej małej wysepce mieszka Piotrek Kalwas, pisarz i dziennikarz, znajomy mojego przyjaciela, z którym miałam jechać. Piotrek zachwalał życie na wyspie, jego powolny rytm, piękno natury. Później zresztą napisał artykuł o Gozo. Z ciekawości obejrzałam - oprócz zdjęć wyspy - również oferty mieszkań do wynajęcia na dłużej. Zachwyciły mnie duże tarasy, zwłaszcza w penthousach oraz widoki, jakie się z nich rozciągają. Ceny wynajmu są podobne do cen w Polsce, więc od razu zaczęłam myśleć, żeby się przeprowadzić na kilka miesięcy. W marcu przyjechaliśmy na wyspę na dwa dni, skontaktowaliśmy się z kilkoma agencjami i obejrzeliśmy trzy mieszkania, z których jedno spełniało prawie wszystkie moje oczekiwania. Przede wszystkim miało spory balkon z szerokim widokiem na wzgórza oraz na morze w oddali, dwie sypialnie i dwie łazienki, żeby można było wygodnie przenocować gości. Nie podpisałam od razu umowy, chciałam się zastanowić, policzyć dobrze koszty, bo nie byłam pewna, czy będzie mnie stać.

Salon i widok

Widok z balkonu na morze, Marsalforn i wzgórza


Po powrocie do Polski wahałam się jeszcze kilka tygodni, aż w końcu podjęłam decyzję, że wynajmę to mieszkanie i wyjadę. Najkrótszy możliwy okres wynajmu to 6 miesięcy i na tyle podpisałam umowę. Kupiłam bilet na samolot za 200 zł, wliczając duży bagaż, poprosiłam rodzinę i przyjaciół o pomoc w różnych sprawach, które trzeba będzie załatwiać w Polsce w czasie mojej nieobecności, spakowałam walizkę i plecak, zamknęłam mieszkanie... I tak w połowie maja znalazłam się na Gozo.

Wczesnym rankiem


Czy to było trudne? Tak, choć to nie jest mój pierwszy raz. Mieszkałam już po kilka miesięcy we Włoszech w różnych miejscach, ale Gozo to co innego. Przede wszystkim słabo znam angielski, a po włosku mało kto tu mówi (inaczej niż na Malcie). Poza tym nie miałam pewności, czy uda mi się podpisać umowę na internet na termin krótszy niż standardowe dwa lata, a bez internetu nie mogłabym pracować. Obawiałam się też, że po prostu będę się tu źle czuć, że mnie przytłoczy coś, czego nie umiem przewidzieć, nieprzyjemny sąsiad, sytuacja bezdomnych zwierząt albo coś innego.
Wszystko jednak poszło dobrze. Jestem bardzo zadowolona, że pokonałam własne lęki.

Dlaczego właściwie piszę ten post? Ponieważ chcę przekroczyć pewne ograniczenie, które sama sobie narzucam. Nie lubię opowiadać o sobie publicznie, bardzo chronię prywatność, nad publikacją zdjęcia profilowego długo się zastanawiałam, choć wiem, że moje zdjęcia są w internecie - choćby ze względu na to, że wydałam kilka książek. Cieszą mnie drobne pomyłki w moim biogramie zamieszczanym tu i tam, zła data urodzenia, błędna nazwa miasta, w którym mieszkam. Teraz postanowiłam zrobić wyjątek i wysiłek - w momentach kłopotliwych lubię się nieco zasłonić aliteracją - odsłaniając fragmencik mojego życia prywatnego.

Fiord Wied il-Ghasri 15 minut pieszo ode mnie

Nie mam dzieci, były partner zajmuje się na co dzień naszymi wspólnymi zwierzętami. Pracuję zdalnie, nie mam biura stacjonarnego, teoretycznie mogę wyjeżdżać, kiedy chcę, muszę mieć tylko ze sobą komputer i internet. Teoretycznie, bo praktycznie wiele zależy od pieniędzy, ale chyba jednak więcej od determinacji. Żeby móc podróżować, muszę wybierać i ciągle to robię. Nie kupuję spodni za tysiąc złotych, ani kremów po dwieście, mieszkam w malutkim mieszkaniu i zakręcam wodę, kiedy myję zęby. Obce jest mi pragnienie posiadania telewizora czterdziestocalowego i wymiany mebli co pięć lat. Wiem, że nie mogę mieć wszystkiego. Rezygnacja przychodzi mi z łatwością.
Poza tym mam 43 lata i pamiętam o tym. Prawdopodobnie zostało mi jeszcze czterdzieści kolejnych lat, z czego przez dwadzieścia mogę być w całkiem dobrej formie - na tyle, żeby dźwignąć piętnastokilową walizkę i przejść kilka kilometrów pieszo. Ale jeśli zostało mi pięć lat albo jeden rok, albo kilka dni? A jeśli zachoruję albo po prostu przestanie mi się chcieć? Czy też co kilka dni zadajecie sobie pytanie: gdybym miał jutro umrzeć, co bym zmienił w swoim życiu?

Wioska Ghasri


Gozo jest gorące i piękne. Wysokie temperatury będą się tu utrzymywać aż do listopada. Mieszkam we wsi Zebbug, najwyżej położonej miejscowości na wyspie, gdzie wieją dzikie wiatry, niosące woń nawozu, morza i niekiedy spalenizny. Wieczory są chłodne, w powietrzu czuć słonawą wilgoć. Codziennie rano wchodzę do salonu i patrzę z zachwytem na krajobraz, na zmieniające się barwy zatoki w Marsalforn, na kopułę kościoła w Xewkija i jasną wstążkę drogi snującej się między brązowymi polami. W maju było tu już po żniwach. Teraz zaczynają dojrzewać figi. Pewna Gozytanka spotkana na drodze powiedziała mi, jak przyrządzać kapary, więc teraz zbieram je i zalewam solanką. Po dwóch dniach zaczynają pokrywać się charakterystycznymi jasnymi kropkami, wkrótce potem są już dobre do jedzenia, ostre i słone. Kupuję chrupki  dla kotów i wysypuję je na murku pod balkonem, gdzie widuję czarną karmiącą kotkę i kilka bladorudych kocurów. To nie jest raj, w opuncjach zalegają śmieci i ciągle przybywa butelek po napojach i kartonów od pizzy, porzucone budowy straszą schodami donikąd, kamyki na plaży wymieszane są ze szkłem, a dziury w asfalcie zdają się sięgać środka ziemi. Jestem tu od miesiąca, więc staram się nie wydawać sądów, jem to, co jedzą inni, kupuję warzywa w promocji na parkingu za dworcem w Victorii i pytam zawsze o najtańszą wodę mineralną w jedynym sklepiku w Zebbug. Ta z kranu jest zbyt słona, by ją pić, nawet w herbacie wyczuwa się sól, tylko kawa z mlekiem smakuje normalnie. Bardzo dużo chodzę pieszo, po kilka, nawet kilkanaście kilometrów dziennie. Moje stare sandały z dnia na dzień coraz bardziej płowieją, w odróżnieniu od mojej skóry, która powoli ciemnieje.

Nie zadaję sobie na razie zbyt wielu pytań.

cdn.

Gozytańskie klify

Na promie z Gozo na Maltę. Fot. Anna Miłkowska




4 komentarze:

  1. kochana Żyj i ciesz się życiem

    OdpowiedzUsuń
  2. podziwiam. nie tylko piękno na fotografiach. podziwiam za to jak żyjesz i jak o tym (troszeczkę) napisałaś. wdycham i wzdycham... do niedoścignionych marzeń, o których mi przypomniałaś. dziękuję. pomyślności.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ fantastycznie się to czyta, proszę o więcej :) Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za wszystkie komentarze :)

    OdpowiedzUsuń