Fave czyli bób

Zdarza mi się, że przywożę coś do jedzenia z Włoch, czego w Polsce kupić nie można i potem czekam na specjalną okazję, żeby to przygotować. I tak niekiedy doczekam aż do końca daty ważności. Na szczęście mój włoski bób ma długi termin przydatności do spożycia.
Fave - bób - jest popularnym warzywem w Apulii i tam właśnie jadłam bardzo typowe dla regionu tradycyjne purée. Robi się je z żółtego, suszonego bobu - w Polsce nie widziałam takiego, jeśli wiecie, gdzie można go kupić, to dajcie znać. Szukałam w internecie przepisów i wszystkie były podobne i bardzo proste.


Bób trzeba wypłukać, namoczyć na co najmniej kilka godzin. Potem ugotować do miękkości w małej ilości wody - tyle, żeby przykrywała ziarna. Jeśli woda odparuje za bardzo, można jej po trochu dolewać, ale tylko gorącej, nie zimnej. Bób się gotuje ok. 40-50 min. Powstającą pianę zdejmujemy łyżką i wyrzucamy.
Następnie bób trzeba posolić do smaku i dobrze zblendować na purée.
W Apulii tradyjnie jada się taki bób z bietole, zieleniną z gatunku buraka. Ja zastąpiłam bietole jarmużem i odrobiną rukoli.


Jarmuż trzeba umyć, usunąć zgrubiałe łodyżki, gotować w wodzie z solą przez ok. 15 min. Pod koniec dorzucić umytą rukolę i gotować jeszcze 5 min. Odcedzić, przełożyć na patelnię z rozgrzaną oliwą z roztartym ząbkiem czosnku. Można dodać trochę soku z cytryny. Smażyć przez chwilę, mieszając.
Ciepłe purée wykładamy na głęboki talerz, na to kładziemy jarmuż i polewamy dość obficie świeżą oliwą. Dobrze, jakby pochodziła z południa, bo ma więcej smaku i ostrości niż na przykład toskańska. I gotowe! Danie wygląda tak, że na pewo żadne dziecko nie zechce go tknąć, ale smakuje całkiem dobrze :)


P.S. Kiedy przyjrzałam się pudełku z bobem, odkryłam, że mój tradycyjny bób apulijski pochodził z Egiptu... :)

0 komentarze/y: