Gnocchi di patate al burro e salvia

  Kiedy robię gnocchi, myślę zawsze o Manfredim, Włochu, który mieszkał przez kilka miesięcy w Polsce - na tyle długo, by spróbować większości polskich dań. U kogo by nie był, wszyscy oczywiście częstowali go pierogami, bigosem, barszczem, żurkiem. Pewnego dnia siedzieliśmy w gronie znajomych i Manfredi zapytał, co jeszcze polskiego mógłby zjeść. Na propozycję kopytek wykrzyknął: Kopytka! Już próbowałem, dobre, tylko powiedzcie mi, dlaczego mam jeść gnocchi bez niczego? Daliby do nich pesto albo sos pomidorowy...
  Gnocchi robi się dokładnie tak, jak kopytka, są tylko mniejsze i zwykle na jednej stronie mają rowki (odciśnięte specjalną deseczką, ale można użyć widelca). Ponieważ w ogródku zielenią się jeszcze ostatnie listki szałwi, zrywam je i przygotowuję gnocchi al burro e salvia.
  

Składniki na kopytka:
kartofle
mąka (2/3 kartofli, 1/3 mąki)
jajko
sól, pieprz
  Ziemniaki gotujemy w łupinach, wystudzone obieramy i przeciskamy przez prasę albo maszynkę. Wsypujemy mąkę, wbijamy jajo, dodajemy sól i pieprz. Zagniatamy. Formujemy długie wałki i kroimy je na kawałeczki (trochę mniejsze niż kopytka). Każdy przygniatamy widelcem, żeby powstały rowki. i lekko zaokrąglamy. Gotujemy w dużej ilości osolonej wody. 

  Sos (na 4 osoby):
świeże listki szałwi (dużo, zależnie od wielkości, ale co najmniej 10- 20)
masło
oliwa (niekoniecznie, można zrobić z samym masłem)
orzechy włoskie, ziemne (niekoniecznie, ja lubię z orzechami)
parmezan
   
 Rozgrzewamy w garnku masło i oliwę, wrzucamy umytą szałwię i smażymy, aż stanie się krucha, dorzucamy posiekane orzechy i wyłączamy zaraz gaz, żeby nie spalić szałwi. Gnocchi wykładamy na talerze, polewamy sosem i posypujemy parmezanem. Danie tłuste i o niskich wartościach odżywczych. Palce lizać!



0 komentarze/y: