Castelmuzio - miłosne przypadki

Nie można się zakochać w kimś, kogo się nie poznało ani w miejscu, którego się nigdy nie widziało. Miłością rządzi przypadek. Możecie się z tym nie zgadzać, wierzyć w znaki, przeznaczenie, plan odgórny, połówki pomarańczy, jabłka czy innego owocu. Castelmuzio jest przypadkiem, który się wydarzył.
To jedno z bardzo wielu miasteczek Toskanii, które po prostu zachwyca od pierwszego wejrzenia. Maleńkie, zwarte, ścisłe, kamienne i pełne kwiatów. W sporej części opuszczone - bo z czego tu żyć... Dla turysty szukającego spokoju i ucieczki od spraw codziennych Castelmuzio jest jednak idealne, praktycznie nie ma tu internetu, a telefon łapie zasięg tylko w niektórych miejscach. Otacza je wspaniały krajobraz, szerokie pola i łagodne pagórki, a droga wiodąca stąd do Sieny jest chyba najpiękniejszą drogą w regionie.
Trafiliśmy tu dawno temu na chwilę, obeszliśmy uliczki, zrobiliśmy trochę pięknych zdjęć. A po kilku latach przypadkowy znajomy, z którym miałam rzadki kontakt, nagle napisał do mnie, że jego przypadkowa znajoma, z którą ma rzadki kontakt, wyremontowała właśnie mieszkanie po babci. I że postanowił nas zupełnie bezinteresownie skontaktować.
Roberta była niezmiernie zdziwiona, że znam Castelmuzio, bo nie usprawiedliwiał tego przypadku nawet fakt napisania przeze mnie przewodnika po Toskanii. W końcu nie wszystkie miasteczka toskańskie się w nim znalazły...
Zapraszam Was do tego zwykłego-niezwykłego miejsca. A jeśli chcecie je poznać realnie, to zapraszam do mieszkania Roberty www.toskania.org.pl/castelmuzio/









Sercem Toskanii jest Florencja

Pierwsza wizyta w Toskanii zazwyczaj wprawia nas w zachwyt nad jej krajobrazami i małymi miasteczkami, kuchnią i winem. Fotografujemy bez opamiętania pofałdowane pola, cyprysy, farmy na wzgórzach, winnice, ukwiecone okna, stosy serów albo góry lodów. I dobrze. Trzeba się nasycić tą Toskanią pocztówkową, żeby móc później docenić jej kulturalne serce, jej stolicę, Florencję.
Och, oczywiście, jest piekielnie męcząca latem, gorąca, parna, pełna denerwujących tłumów, brudnawa i głośna. Jednak po kilku wyjazdach do Toskanii chyba w każdym rodzi się wreszcie chęć dokładniejszego zwiedzenia tego miasta i zrozumienia jego fenomenu. Ja osobiście nie wyobrażam sobie jeżdżenia do Toskanii głównie po to, żeby po raz któryś opalać się przy basenie...


Jeden z mostów nad Arno, nie ten najsłynniejszy


Do Florencji najlepiej wybrać się poza sezonem, jesienią, wiosną, zimą, na co najmniej tydzień. Polecam (nieustannie) maleńkie i tanie mieszkanko bliziutko katedry, odpowiednie dla 2 osób - pary lub osób zaprzyjaźnionych, bo jest tylko jedno podwójne łóżko. Stąd wszędzie można dojść pieszo, do dworca kolejowego i autobusowego, do większości kościołów i muzeów, pałaców i innych zabytków wartych odwiedzenia. Samochód lepiej zostawić w Polsce, przylecieć do Pizy lub Bolonii i dalej poruszać się koleją lub autobusem. We Florencji samochód będzie tylko problemem. Wyjazd poza sezonem naprawdę nie kosztuje fortuny, warto sobie tego czy owego czasem odmówić, żeby mieć kilkaset złotych więcej właśnie na pobyt tutaj. Przykładowa cena biletów w obie strony z Modlina do Pizy lub Bolonii to 300 zł, koszt mieszkania na osobę (przy dwóch osobach) 700 zł, inne wydatki 800 zł i mamy tygodniowy wyjazd za 1800 zł.

Ponte Vecchio, najsłynniejszy i najciekawszy florencki most


A plan na tydzień zwiedzania? Zabraknie dni! Na mojej żelaznej florenckiej liście znajdują się: kościół Santa Maria Novella i apteka w pobliżu, Kaplica Brancaccich, katedra z kopułą, baptysterium, muzeum katedralne, Galeria Uffizi, Pałac Pitti, kościół Ognissanti, kościół Santa Trinita, kościół Santa Felicita, Palazzo Davanzati, kościół San Miniato al Monte, Bargello, kościół Orsanmichele i Palazzo della Lana obok, Ospedale degli Innocenti i kościół Santissima Annunziata, kościołek Dantego - Santa Margherita. Na pewno jeszcze o czymś zapomniałam.

Na Piazza della Signoria


Poza tym we Florencji trzeba po prostu pobyć, posiedzieć w kawiarniach, na ławkach - nie ma ich dużo, ale gdzieniegdzie są. Trzeba popatrzeć rano na sprzątaczy ulic, na samochody rozwożące towar, na eleganckich boyów hotelowych w nieskazitelnych garniturach, na pary robiące zakupy na via Tornabuoni, na żebraków, grupy hałaśliwych uczniów, żeby dostrzec różnorodność tego świata, pomieszanie ubóstwa i bajecznego bogactwa, które czasem się ze sobą styka, celów i marzeń. Odradzam jednak zapuszczanie się nocą w niektóre regiony, głównie poza centrum, gdzie kwitnie prostytucja i handel narkotykami. Jak każde duże miasto, Florencja nie jest od tego wolna. Rozsądek przydaje się wszędzie.

Cappuccino z florencką lilią


Wbrew pozorom ceny w restauracjach florenckich nie wszędzie są wysokie. Duża konkurencja zmusza właścicieli do utrzymywania ich na poziomie ściśle związanym z rzeczywistością. Pizzę można zjeść za 6 euro, kanapkę za 3,5 euro. Poza tym w mieszkaniu jest mała kuchenka, więc zawsze można coś prostego ugotować samemu czy odgrzać. Kawa czy lody nie są droższe niż w mniejszych miasteczkach - oczywiście nie mówię tu o tak słynnych lokalach jak na przykład kawiarnia Paszkowskiego na Piazza Repubblica, ale o dzielnicach przy Mercato Centrale lub Oltrarno. Zresztą wszędzie warto o cenę zapytać, niekiedy kawa wypita przy barze jest tańsza niż zamówiona do stolika.

Nocą na placu katedralnym


Florencja jest też doskonałą bazą do zwiedzenia innych miast Toskanii, Umbrii i dalszych regionów. Ma świetne połączenia na przykład ze Sieną (poza sezonem to całkiem inne miasto niż latem), Prato, Lukką, Pizą, Pistoią, Orvieto, Rzymem, również Wenecją - szybki pociąg Freccia Rossa jedzie tam tylko 2 godziny. Warto więc pobyt we Florencji wykorzystać również do kilku wycieczek. Pociągi są w miarę punktualne, w miarę czyste, podobnie autobusy. Rozkłady jazdy na dworcach są bardzo czytelne a obsługa pomocna. Nawet bez znajomości języka można sobie poradzić, a mówiący po angielsku w ogóle niczym nie muszą się martwić.

Pogłaskać dzika po nosie, nawet z narażeniem zdrowia


Jeśli byliście we Florencji latem, na pół dnia, przeraziły Was -tak jak mnie kiedyś - tłumy, nie wiedzieliście, gdzie się ruszyć, jak wejść do danego kościoła, zobaczyliście kolejki do Uffizi i uciekliście szybko gdzieś na wieś, to zapewniam Was, że przy dłuższym pobycie w mieście to wrażenie zostanie całkowicie zatarte. Ja też się do Florencji długo przekonywałam, ale teraz wiem, że bez niej obraz Toskanii jest niepełny, nieco przekłamany. W końcu to tu w mieście rodził się renesans, który potem kształtował prowincję, to stąd promieniowały zwyczaje i prawa, bez znajomości Florencji nie zna się naprawdę Toskanii...

Chwila rozmowy, chwila wytchnienia


Pół roku na wysepce Gozo

Kilka dni temu przeczytałam wywiad z Pauliną Młynarską ("Wysokie Obcasy", Kobiecość się objawia poprzez bycie kobietą). Mówi ona, że zawsze podobają jej się nowe miejsca, do których podróżuje i że od razu chciałaby w każdym z nich pomieszkać. Uświadomiłam sobie, że też bardzo często tego doświadczam. Czasem nawet wystarczy mi zobaczenie jakiegoś zdjęcia, żeby chcieć od razu pobyć w sfotografowanym miejscu na dłużej.

O Gozo usłyszałam, planując krótki wyjazd na Maltę wiosną. Okazało się, że na tej małej wysepce mieszka Piotrek Kalwas, pisarz i dziennikarz, znajomy mojego przyjaciela, z którym miałam jechać. Piotrek zachwalał życie na wyspie, jego powolny rytm, piękno natury. Później zresztą napisał artykuł o Gozo. Z ciekawości obejrzałam - oprócz zdjęć wyspy - również oferty mieszkań do wynajęcia na dłużej. Zachwyciły mnie duże tarasy, zwłaszcza w penthousach oraz widoki, jakie się z nich rozciągają. Ceny wynajmu są podobne do cen w Polsce, więc od razu zaczęłam myśleć, żeby się przeprowadzić na kilka miesięcy. W marcu przyjechaliśmy na wyspę na dwa dni, skontaktowaliśmy się z kilkoma agencjami i obejrzeliśmy trzy mieszkania, z których jedno spełniało prawie wszystkie moje oczekiwania. Przede wszystkim miało spory balkon z szerokim widokiem na wzgórza oraz na morze w oddali, dwie sypialnie i dwie łazienki, żeby można było wygodnie przenocować gości. Nie podpisałam od razu umowy, chciałam się zastanowić, policzyć dobrze koszty, bo nie byłam pewna, czy będzie mnie stać.

Salon i widok

Widok z balkonu na morze, Marsalforn i wzgórza


Po powrocie do Polski wahałam się jeszcze kilka tygodni, aż w końcu podjęłam decyzję, że wynajmę to mieszkanie i wyjadę. Najkrótszy możliwy okres wynajmu to 6 miesięcy i na tyle podpisałam umowę. Kupiłam bilet na samolot za 200 zł, wliczając duży bagaż, poprosiłam rodzinę i przyjaciół o pomoc w różnych sprawach, które trzeba będzie załatwiać w Polsce w czasie mojej nieobecności, spakowałam walizkę i plecak, zamknęłam mieszkanie... I tak w połowie maja znalazłam się na Gozo.

Wczesnym rankiem


Czy to było trudne? Tak, choć to nie jest mój pierwszy raz. Mieszkałam już po kilka miesięcy we Włoszech w różnych miejscach, ale Gozo to co innego. Przede wszystkim słabo znam angielski, a po włosku mało kto tu mówi (inaczej niż na Malcie). Poza tym nie miałam pewności, czy uda mi się podpisać umowę na internet na termin krótszy niż standardowe dwa lata, a bez internetu nie mogłabym pracować. Obawiałam się też, że po prostu będę się tu źle czuć, że mnie przytłoczy coś, czego nie umiem przewidzieć, nieprzyjemny sąsiad, sytuacja bezdomnych zwierząt albo coś innego.
Wszystko jednak poszło dobrze. Jestem bardzo zadowolona, że pokonałam własne lęki.

Dlaczego właściwie piszę ten post? Ponieważ chcę przekroczyć pewne ograniczenie, które sama sobie narzucam. Nie lubię opowiadać o sobie publicznie, bardzo chronię prywatność, nad publikacją zdjęcia profilowego długo się zastanawiałam, choć wiem, że moje zdjęcia są w internecie - choćby ze względu na to, że wydałam kilka książek. Cieszą mnie drobne pomyłki w moim biogramie zamieszczanym tu i tam, zła data urodzenia, błędna nazwa miasta, w którym mieszkam. Teraz postanowiłam zrobić wyjątek i wysiłek - w momentach kłopotliwych lubię się nieco zasłonić aliteracją - odsłaniając fragmencik mojego życia prywatnego.

Fiord Wied il-Ghasri 15 minut pieszo ode mnie

Nie mam dzieci, były partner zajmuje się na co dzień naszymi wspólnymi zwierzętami. Pracuję zdalnie, nie mam biura stacjonarnego, teoretycznie mogę wyjeżdżać, kiedy chcę, muszę mieć tylko ze sobą komputer i internet. Teoretycznie, bo praktycznie wiele zależy od pieniędzy, ale chyba jednak więcej od determinacji. Żeby móc podróżować, muszę wybierać i ciągle to robię. Nie kupuję spodni za tysiąc złotych, ani kremów po dwieście, mieszkam w malutkim mieszkaniu i zakręcam wodę, kiedy myję zęby. Obce jest mi pragnienie posiadania telewizora czterdziestocalowego i wymiany mebli co pięć lat. Wiem, że nie mogę mieć wszystkiego. Rezygnacja przychodzi mi z łatwością.
Poza tym mam 43 lata i pamiętam o tym. Prawdopodobnie zostało mi jeszcze czterdzieści kolejnych lat, z czego przez dwadzieścia mogę być w całkiem dobrej formie - na tyle, żeby dźwignąć piętnastokilową walizkę i przejść kilka kilometrów pieszo. Ale jeśli zostało mi pięć lat albo jeden rok, albo kilka dni? A jeśli zachoruję albo po prostu przestanie mi się chcieć? Czy też co kilka dni zadajecie sobie pytanie: gdybym miał jutro umrzeć, co bym zmienił w swoim życiu?

Wioska Ghasri


Gozo jest gorące i piękne. Wysokie temperatury będą się tu utrzymywać aż do listopada. Mieszkam we wsi Zebbug, najwyżej położonej miejscowości na wyspie, gdzie wieją dzikie wiatry, niosące woń nawozu, morza i niekiedy spalenizny. Wieczory są chłodne, w powietrzu czuć słonawą wilgoć. Codziennie rano wchodzę do salonu i patrzę z zachwytem na krajobraz, na zmieniające się barwy zatoki w Marsalforn, na kopułę kościoła w Xewkija i jasną wstążkę drogi snującej się między brązowymi polami. W maju było tu już po żniwach. Teraz zaczynają dojrzewać figi. Pewna Gozytanka spotkana na drodze powiedziała mi, jak przyrządzać kapary, więc teraz zbieram je i zalewam solanką. Po dwóch dniach zaczynają pokrywać się charakterystycznymi jasnymi kropkami, wkrótce potem są już dobre do jedzenia, ostre i słone. Kupuję chrupki  dla kotów i wysypuję je na murku pod balkonem, gdzie widuję czarną karmiącą kotkę i kilka bladorudych kocurów. To nie jest raj, w opuncjach zalegają śmieci i ciągle przybywa butelek po napojach i kartonów od pizzy, porzucone budowy straszą schodami donikąd, kamyki na plaży wymieszane są ze szkłem, a dziury w asfalcie zdają się sięgać środka ziemi. Jestem tu od miesiąca, więc staram się nie wydawać sądów, jem to, co jedzą inni, kupuję warzywa w promocji na parkingu za dworcem w Victorii i pytam zawsze o najtańszą wodę mineralną w jedynym sklepiku w Zebbug. Ta z kranu jest zbyt słona, by ją pić, nawet w herbacie wyczuwa się sól, tylko kawa z mlekiem smakuje normalnie. Bardzo dużo chodzę pieszo, po kilka, nawet kilkanaście kilometrów dziennie. Moje stare sandały z dnia na dzień coraz bardziej płowieją, w odróżnieniu od mojej skóry, która powoli ciemnieje.

Nie zadaję sobie na razie zbyt wielu pytań.

cdn.

Gozytańskie klify

Na promie z Gozo na Maltę. Fot. Anna Miłkowska




Planowanie wyjazdu do Toskanii

Zbliżają się wakacje, a ja dostaję coraz więcej maili z prośbą o pomoc, której to pomocy udzielić nie jestem w stanie. Piszą do mnie ludzie, którzy marzą o Toskanii, widzieli zdjęcia w internecie, wiedzą, jak tam jest pięknie. Najchętniej chcieliby wyjechać w lipcu lub sierpniu, najchętniej tanio, może na 9, a może na 11 dni, a jeśli możliwe, to do klimatycznego domku z widokiem na morze... Czasem przyznają się, że szukają noclegu już trzeci miesiąc i nic nie ma odpowiedniego, wszystko zajęte, więc liczą, że ja sprawię cud. Acha, basen oczywiście obowiązkowy, a loty znajdą, kiedy podam im wolne terminy.

Basen na wyłączność, marzenie do spełnienia w Toskanii


Jeśli naprawdę chcecie pojechać do Toskanii w ostatniej chwili, to musicie albo mieć sporo pieniędzy, albo musicie się trochę dostosować do ofert, które jeszcze są. Uwierzcie, już w maju większość letnich terminów jest pozajmowana! Do Toskanii wybiera się przecież pół świata :) Wolne zostają najdroższe oferty. Mimo to można sobie zaplanować fajny wyjazd, tylko trzeba to zrobić z głową.

Przede wszystkim, zanim zaczniecie marzyć, sprawdźcie loty. Nie są one codziennie, nie są z każdego lotniska w Polsce, a w Sienie czy Cortonie lotnisk nie ma :) Pełną listę lotów podaję na naszej stronie toskania.org.pl/podroz-do-toskanii/

Segwayem po Florencji? Czemu nie.


Jedyne lotnisko w Toskanii z tanimi lotami z Polski, to lotnisko w Pizie. Lecieć można jednak również do Bolonii (110 km od Florencji, 2 godziny samochodem lub 35 minut szybkim pociągiem), do Rzymu lub do Florencji z przesiadką (np. Alitalią). Jeśli przylot jest o 23 i chcecie wypożyczyć samochód, to musicie się skontaktować bezpośrednio z daną wypożyczalnią i zapytać, do której pracują. W Pizie nie ma całodobowych wypożyczalni aut. Pamiętajcie też o konieczności posiadania karty kredytowej. Jeśli przylot jest późno, to zanim zarezerwujecie mieszkanie, upewnijcie się, czy właściciele przyjmą Was w środku nocy, czasem lepiej spędzić noc w pobliżu lotniska - ale też trzeba sprawdzić, czy jakiekolwiek hotele mają miejsca.

Warto też zawsze sprawdzić loty czarterowe, są one często bardzo tanie, jeśli wylot jest w ciągu kilku dni od dnia rezerwacji. Itaka oferuje loty do Grosseto (to w Toskanii), skąd łatwo dojechać nad morze, na przykład do Principiny, która słynie z szerokich, piaszczystych, darmowych plaż - toskania.org.pl/principina-a-mare/


Cinque Terre latem, ciasno i ciepło


Kiedy już znajdziecie możliwe loty i ustalicie, czy wypożyczacie auto, czy chcecie korzystać tylko z pociągów i autobusów, możecie zacząć szukać noclegu. Agroturystyki z basenami zazwyczaj przyjmują gości na pobyty tygodniowe od soboty do soboty. Wiem, że to niesprawiedliwe, ale to właściciele decydują :)

Sieć autobusowa w Toskanii nie jest bardzo gęsta, służy głównie młodzieży szkolnej, nie turystom. Nie liczcie na to, że do agroturystyki na wzgórzu wśród cyprysów podjedziecie lokalnym pekaesem :) Nawet jeśli na danej trasie jeździ autobus, to zwykle zaledwie kilka razy dziennie, a w niedziele w ogóle. Jeżeli nie macie samochodu, to wybór noclegów staje się bardzo ograniczony. Warto wynająć coś w mieście lub miasteczku, gdzie jest stacja kolejowa, żebyście mogli się po Toskanii przemieszczać - chyba że 3-5 km pieszo do stacji to dla Was nie problem. Polecam Florencję, San Giovanni lub Marlię. Oczywiście trzeba sprawdzić, jak się dostać z lotniska do danej miejscowości, co jeździ, w jakich godzinach - tu znów uczulam, że nie wszędzie są nocne pociągi.

Dobra mapa to podstawa :)


Jeśli chcecie pojechać własnym samochodem z Polski i jesteście elastyczni co do dat, to oczywiście macie dużo więcej możliwości. Wówczas możecie zacząć od szukania noclegu, pomijając wszystkie te przeszkody transportowo-czasowe :) Pamiętajcie jednak, że najlepsze oferty z basenami i kwatery nad morzem są już od dawna zajęte.

Mam nadzieję, że Was nie zniechęciłam, tylko pomogłam w realnym planowaniu. Marzyć możecie dowolnie, ale ja opowiadam się za realizacją marzeń :) Toskania jest tak ciekawa i piękna, że naprawdę warto ją odwiedzić, porzucając mrzonki i mierząc się z rzeczywistością, niekiedy naprawdę wspanialszą niż wyobrażenia :)

Florencja latem, tłumna, ale wspaniała


San Gimignano - wieże i freski

Im lepiej znam Toskanię, tym bardziej ją cenię i mam coraz więcej zrozumienia zarówno dla umęczonych turystów, jak i umęczonych miejscowych.
San Gimignano to jedno z najpopularniejszych miasteczek regionu - kto nie chciałby zobaczyć tego średniowiecznego Manhattanu, miasta, w którym zachowało się aż tyle średniowiecznych wież... W dodatku znajduje się tu lodziarnia uznawana czasem za najlepszą we Włoszech albo i w całym wszechświecie. Pamiętam naszą pierwszą wizytę tutaj kilkanaście la temu. Dzień targowy, wszędzie piekielny tłum snujący się bez wyraźnego celu, stragany z owocami, warzywami i tandetnymi ubraniami, tu ktoś cię potrąci, tam nadepnie, tu wrzaśnie prosto do ucha. Jednym słowem turystyczna masakra, o której chciałoby się zapomnieć. Ale nie można, bo przecież Iwaszkiewicz opisywał San Gimignano z taką czułością i chciałoby się odnaleźć choć jakiś delikatny cień po tym dawnym mieście sprzed czasów totalnej komercji, bo freski - nie tylko w kolegiacie, ale i w kościele Sant'Agostino, no i wieże, przecież one naprawdę zachwycają! 

Do San Gimignano warto przyjechać po południu,  kiedy wycieczki zorganizowane opuszczają miasteczko i robi się luźniej na ulicach i na parkinach. Miejscowość jest malutka, ma jedną główną ulicę i dwa przepiękne place miejskie obok siebie. Godzinę trzeba przeznaczyć na obejrzenie fresków w kolegiacie (bilet kupuje się po lewej stronie od wejścia do kościoła). Całe wnętrze pokryte jest dobrze zachowanymi malowidłami z XIV-XV wieku, a to rzadkość nawet w Toskanii. Jeśli lubicie freski, to musicie tu wejść. W środku zazwyczaj nie ma wielu turystów. Autorami fresków są m.in. Domenico Ghirlandaio i Lippo Memmi. Drugim kościołem, wartym obejrzenia, jest Sant'Agostino z freskami Benozza Gozzoli. Przy placu, przy którym stoi kościół, na ścianie kamienicy znajduje się tabliczka upamiętniająca pobyt tutaj Jarosława Iwaszkiewicza, z błędną datą śmierci. 


Warto też wyjść kawałeczek poza miasto, by zejść do źródeł miejskich, dawnych pralni pod murami, przy Via delle Fonti. Kamienne łuki i baseny na wodę wybudowano w średniowieczu. Piękny jest stąd widok na wieże San Gimignano.
A lody, powiem Wam w tajemnicy, możecie zjeść gdziekolwiek, nie warto stać w kolejce do Dondoli, jeśli jest bardzo długa :)


Gozo i Malta

Migawki z bardzo krótkiej podróży na Maltę i Gozo

Myślicie, że podróżuję tylko do Włoch? No prawie. Jednak od czasu do czasu zdarza mi się zatęsknić za obejrzeniem nowych miejsc, zupełnie innych niż Italia. Na początku marca wybraliśmy się na Maltę - żeby zobaczyć Caravaggia oraz na Gozo - żeby zobaczyć Gozo.
O tych wyspach w internecie można znaleźć mnóstwo przydatnych, aktualnych informacji; o autobusach, promach, noclegach, restauracjach itd. Wszystko się potwierdziło, z niczym nie mieliśmy problemu. Zazwyczaj pisze się też, że to małe wyspy i kilka dni wystarczy na ich poznanie. Moim zdaniem to nieprawda. Byliśmy cztery dni i to zdecydowanie za krótko, żeby poznać Maltę, ba, na samo Gozo (14 km x 7 km) przeznaczyłabym co najmniej tydzień! Zostawiam Was ze zdjęciami. Miłego!

Gozo

Gozo, widok z twierdzy w Victorii

Gozo, pole kwiatów

Gozo, Marsalforn

Gozo, widok z Victorii

Gozo

Gozo, Marsalforn

Gozo, Marsalforn

Gozo

Gozo

Gozo, widok z Zebugg

Malta, Sliema

Malta, Sliema

Malta, Valletta

Malta, Valletta

Caravaggio

Valletta

Valletta

Valletta

Valletta

Valletta

Valletta

Malta, Birgu

Malta, Birgu

Caravaggio

Valletta